Na pierwszym planie czy w tle, bzykanie jest ważne
Waldemar Bonsels "Pszczółka Maja i jej przygody"
Postanowiłam sięgnąć po klasyk, który większość zna z animacji. Opowieść budząca pozytywne skojarzenia, bajkę dla dzieci o niesfornej pszczółce, która ciekawa świata opuszcza swój ul. Pragnie przeżyć przygody, poznać inne owady a jej największą fascynacją jest człowiek.
Z jednej strony faktycznie to dostałam. Jednak dopiero czytając książkę i wracając do bajki po latach, zwróciłam uwagę na brutalność świata, w którym żyje Maja. Świat przyrody jest po prostu prawdziwy. Owady polują na siebie, czasem ktoś komuś odgryzie głowę, a później i tak zaprzyjaźni się z małą pszczółką, która czasem bywa zbyt pozytywnie do wszystkiego nastawiona. Ale nawet ona potrafi wykazać się agresją i mimo ucieczki z ula, przebuja się w jej charakterze wielka duma z bycia pszczołą.
Nie znajdziemy w książce znanego wszystkim Gucia i znacznie trudniej tutaj o elementy humorystyczne. Za to znajdziemy wiele ciekawostek o świecie przyrody. Przez powieść przeplatają się nazwy różnorodnych owadów. Niby jest bardzo prawdziwie, ale w pewnym momencie też wkrada się odrobina magii.
Powieść uczy też szacunku do przyrody, pokazuje człowieka jako groźne stworzenie, które bawiąc się, potrafi uczynić ogromną krzywdę zwierzętom i owadom. Z jednej strony książka wartościowa. W niedługiej treści zgromadzono sporą ilość wiedzy. Z drugiej strony nie wszystkie zachowania będą warte promowania, nie wszystko będzie zrozumiałe i książka nie nada się dla zbyt wrażliwych dzieci. Myślę, że chętniej sięgną po nią dorośli wychowani na znanej animacji, by poznać jej pierwowzór.
Maja Lunde "Historia pszczół"
Trzy opowieści. Każda dzieje się w zupełnie innym czasie i miejscu. Różni bohaterowie, a jednak wszystkich coś łączy i to nie tylko pszczoły.
1852 rok - Anglia. Poznajemy Williama w momencie, kiedy jest on pogrążony w głębokiej depresji. Nie może nawet podnieść się z łóżka, skazując swoją wielodzietną rodzinę na trudny okres. Stopniowo poznajemy przyczynę jego stanu, wielkie ambicje i marzenia, które legły w gruzach powodując wypalenie. Jedyną iskierkę nadziei widzi w swoim synu, który jednak ma swoje własne życie i problemy. Nie dostrzega za to córki, w której powoli rodzi się ta sama pasja. Pasja do pszczół.
2007 rok. W Stanach zaczynają masowo wymierać pszczoły. George ze swoimi ręcznie robionymi ulami, wielkim zaangażowaniem i miłością do pracy nie wierzy, że ten problem mógłby dotknąć też jego. Bardziej przejmuje się tym, że jego syn, z którym wiązał wielkie nadzieje przyszłości rodzinnej pasieki, ma zupełnie inne plany na przyszłość.
2098 rok - Chiny. Pszczoły wyginęły całkowicie. Świat doczekał się Zapaści, po której całkowicie się zmienił. Tao pracuje ciężko przy ręcznym zapylaniu. W wolnym czasie, którego ma bardzo niewiele, wciska wiedzę swojemu małemu synkowi, pragnąc by miał on lepszą przyszłość. Niestety los ma inne plany, dziecko znika w tajemniczych okolicznościach, a zrozpaczona matka porzuca wszystko by je znaleźć.
Każda historia jest zupełnie inna, a jednak w każdej przewija się motyw rodzicielstwa. Poruszany jest motyw kontroli, próby ingerowania rodzica w życie dziecka. Konflikt pokoleń, w którym rodzic kocha swoje dziecko i chce dla niego jak najlepiej, ale nie potrafi przyjąć innego niż swój punkt widzenia. Postacie bardzo dobrze wykreowane, wzbudzają w czytelniku wiele emocji.
Motyw z przyszłości dodatkowo tworzy aurę tajemnicy i trzyma w napięciu. Wszystkie jednak historie toczą się powoli, skupiając się bardzo na budowaniu psychologicznych obrazów bohaterów. Wszędzie pojawia się także motyw pszczół. Autorka zwraca uwagę, jak te sworznia są dla nas ważne. Wykorzystuje historię rozwoju pszczelarstwa jako piękne a czasem i niepokojące tło do swojej opowieści.
Były sceny, które mi się nie podobały i sama uznałabym je za niepotrzebne. Zamiast tego można by wprowadzić więcej ciekawostek o pszczołach, by nie stanowiły one tylko tła opowieści głównie o sytuacjach rodzinnych. Brakowało mi też lepszego rozwinięcia wątku z przyszłości. Miało być tajemniczo, ale jednak wolałabym, żeby ten wątek został jeszcze trochę pociągnięty. Za to podobało mi się splecenie wszystkich trzech wątków, by książka utworzyła piękną całość.
Michel Folco "Z woli boskiej i katowskiej"
Ta książka nie jest o pszczołach, jednak dołączyłam ją tutaj ze względu na wstęp, który bardzo mi się podobał.
Pozycja ta bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, a później niestety trochę zawiodła. Wszystko, dlatego że podzielona jest na dwie części, które są osobnymi historiami dziejącymi się w tym samym rodzie parę pokoleń później. Niestety, o ile drugą dało się przeczytać, zabrakło w niej wszystkiego, co zachwyciło mnie w pierwszej. Cóż to było?
Już sam wstęp opisujący okrutny los trutni, który to efektem motyla pociągnął za sobą ciąg nieszczęśliwych wypadków, jest po prostu genialny. Pokazuje nam też, że będziemy mieli do czynienia z książką okrutną, brutalną, chorą i bezwzględną, ale w lekki i humorystyczny sposób.
Autor opisuje lekko i żartobliwie okrutne morderstwo, które z racji tego, że akcja dzieje się w 1683 roku, powinno skończyć się karą śmierci. Tyle że o ile gapów jest zawsze pełno, tak do zawodu kata nikt się za bardzo nie kwapi. Wtedy to poznajemy naszego głównego bohatera, który od dzieciństwa (porzucony bez nosa) miał okropnie trudno w życiu.
Czytając, można ubolewać, można się pośmiać, a cała historia wciąga i czytelnik jest nieustannie ciekawy, co będzie dalej. Autor nie boi się czarnego humoru, nie raz zadrwi sobie z kościoła i pięknie satyrycznie prowadzi nas przez historie. Przynajmniej do połowy książki, kiedy przenosimy się ponad 200 lat do przodu i zaczynamy nową fabułę.
Historia słanego katowskiego rodu może się zakończyć, gdy jeden z synów zostaje zamordowany, a drugi postanowił otworzyć piekarnię. Cała nadzieja we wnuku, o ile oczywiście zakochany w katowskiej profesji dziadek wygra wojnę z piekarzem, który stanowczo ma dość stygmatyzacji jego nazwiska. Rodzinne sprzeczki były momentami ciekawe. Dodatkowo można było się sporo dowiedzieć na temat historii zawodu egzekutora. Niestety jednak zabrakło tego humoru co w pierwszej części. Momentami tez historia stawała się nużąca. Ciężko było dopatrzyć się jakieś głębi całości, sensu tej całej fabuły. Sama polecam książkę osobom, które lubią czarny humor i mają ochotę na coś lekkiego. Pierwsza część jest jak najbardziej warta przeczytania, a przez drugą można przejść.
Kilka filmów
Pszczółka Maja (1975-1976)
Pszczółkę Maję każdy kojarzy. W moim wieku i starsi właśnie tę wersję, a młodsi - wznowioną. Chciałam wrócić do tej starszej, przekonana, że nijak się miała do brutalnej książki. Z zaskoczeniem odkryłam, oglądając od pierwszego docinka, że z oryginału jest tu całkiem sporo. Może nie ma tu drastycznie ukazanych momentów i dlatego nie zapadło mi w pamięć, że niektóre owady giną, a ich świat wcale nie jest taki kolorowy i przyjazny (choć Maja i tak widzi go przez różowe okulary).
Poruszane są niełatwe tematy i domyślam się, że w nowej wersji dużo zostało zmienione. Nie miałam jednak jeszcze okazji jej obejrzeć. Czy przez to nie polecam starszej wersji dla najmłodszych? To raczej zależy od wrażliwości dzieci. Niektóre motywy młodsi nawet nie wyłapią, inne mogą nie być odpowiednie. Jednak bajka przekazuje dużo wiedzy o świecie przyrody i owadów. Niesie też sporo mądrych przesłań dotyczących relacji.
Odcinków jest bardzo dużo. Odbiegamy więc od książki i poznajemy coraz to nowsze postacie. Im dalej tym jest też trochę lżej tematycznie. Cały czas Mai towarzyszy pocieszny łakomy Gucio, dodając wszystkiemu dużo humoru. Całość jest zatem przyjemniejsza niż w książce.
Film o pszczołach (2007)
Jeden z zabawniejszych filmów animowanych, który można obejrzeć razem z dziećmi, ale dorośli będą jeszcze lepiej się bawić (tylko czasem trzeba się młodszym wytłumaczyć, z czego się śmiejemy). Bzykające pszczółki zawsze budziły ciekawe skojarzenia, więc mamy duże pole do popisu z podtekstami. Czasem wystarczy coś niewyraźnie powiedzieć, by całe kino wybuchnęło śmiechem. O choćby:”Za rój i...” (w bój – oczywiście).
Może film nie nauczy nas, jak działa samolot, bo tu ostra fantazja poleciała, ale nie zabrało w nim treści edukacyjnych oczywiście o naszych kochanych bardzo potrzebnych światu pszczółkach.
Jeszcze w skrócie, o czym jest fabuła: Młody Barry ma dopiero zacząć dorosłe życie i pracę w ulu, a już mu się wydaje śmiertelnie nudne harowanie i robienie w kółko tego samego przy produkcji miodu. Postanawia spróbować swoich sił w zapylaniu, wylatując na niebezpieczny świat pełen groźnych zwierząt, utrudniającej latanie pogody i ludzi... O mało nie ginąc, poznaje jednak sympatyczną kwiaciarkę i odkrywa przerażającą prawdę o człowieku.
20 tysięcy gatunków pszczół (2023)
Ludzie komentują ten film z wielkim hejtem, choć domyślam się, że większość z nich tylko spojrzała na opis, który mówi, że jest to historia 8-letniej trans dziewczynki. Większość od razu zobaczy tu ideologię, propagandę. Trochę się nie dziwię, bo choć jestem osobą tolerancyjną, we współczesnym kinie widzę wątki LGBT wciskane na siłę, źle napisane, które zamiast pomagać i wyjaśniać tylko podsycają medialną wojenkę.
Ten film uważam za dobry. Nie każdemu pewnie się spodoba, bo akcji tam nie ma, jest powolny melancholijny. Opowiada o zagubionym dziecku, które nie czuje się dobrze z sobą i próbuje się odnaleźć, szuka tylko akceptacji i ją znajduje. Pszczoły są tu tylko tłem i symbolem, lecz ładnie urozmaicają obraz całości. Film nie wzbudza aż tyle emocji co niektóre produkcje, ale myślę, że trochę pozwala zrozumieć. Sytuację zarówno dziewczynki, która urodziła się chłopcem, jak i całej jej rodziny, gdzie każdy reaguje na to trochę inaczej.
Pszczelarz (2024)
Po obejrzeniu tego filmu ze znajomymi powiedziałam, że moja mama znała kiedyś pszczelarza. Od tamtej pory każdy boi się mi podskoczyć.
Pszczelarz się nie patyczkuje. Kiedy jego rój jest zagrożony, nie pyta, wchodzi i od razu robi rozpierdol. Działa tak jakby wszystko zaplanował, ale tu nie ma nawet chwili postoju. Akcja wybuchy, bijatyki przez cały czas. Na tego typu filmach można się czasem pośmiać lepiej niż na niektórych komediach, nie można się tu spodziewać za dużo logiki i głębszej treści, ale wiedząc, na co się idzie, nie poczujemy się zawiedzeni.
Dodatkowo jednak film porusza dość ważny temat przestępstw internetowych. Choć sposób ich ukazania tutaj również jest bardzo pokazowy, nie można zapominać, że takie rzeczy się dzieją. Trzeba być ostrożnym i rozmawiać z naszymi bliskimi, szczególnie starszymi osobami, o tym, że w żadnym wypadku nie powinni wierzyć osobom oferującym pomoc czy zapewniającym zyski.
Chu Feng: B.E.E (2015)
Pewien nastolatek zostaje jednym z zakładników zamachu. Życie ratuje mu kobieta robot przypominająca nieco pszczołę. Natknęłam się na to trudno dostępne anime, szukając czegoś z motywem pszczół. Prawdę mówiąc, nie wiem, co o nim myśleć. Jakiś potencjał miało. 6 krótkich odcinków, po których historia jest raczej urwana. Chyba zostało porzucone.
W 2020 ukazała się alternatywna wersja, zamiast drugiego sezonu, która, jak zerknęłam tylko na pierwszy odcinek, idzie od początku i jest dłuższa (Chu Feng: Yi Dian Zhi Zi). Możliwe, że ją bardziej opłaca się obejrzeć. Jednak historia nie wciągnęła mnie na tyle, żebym się na razie na to porywała. Jeśli ktoś oglądał, niech da znać czy warto.
Pytanka:





To miłe, że pszczoła wybrała twój balkon na odpoczynek, a analiza pierwowzoru Pszczółki Mai uświadamia, jak bardzo dorosłe spojrzenie różni się od wspomnień z dzieciństwa. Twój post świetnie pokazuje wiele ról tych owadów w kulturze, od bajek po symbole ekologiczne, więc chętnie dopiszę Historię pszczół do swojej listy lektur.
OdpowiedzUsuń