Z losem nie wygrasz, wiedzieli już w starożytnej Grecji
Boski zamysł, przeznaczenie, los. Niezależnie od tego, czy w to wierzymy, na pewno każdy ma świadomość, że nie nad wszystkim mamy kontrolę. Czasem zaplanujemy sobie coś ze wszystkimi szczegółami i wtedy jak na złość wydarzy się coś niespodziewanego. Czasem to "coś" potrafi wszystko zniszczyć, czasem wychodzi nam na dobre. Bywa, że takie zwykłe przypadki doprowadzają nas do jakiegoś niezwykłego momentu w życiu. Wtedy zastanawiamy się, czy właśnie tak miało być? Czy to był mój wybór? Czy to było mi pisane? Nawet nasze zachowania... Niby mamy nad nimi kontrolę, ale emocje w niespodziewanych sytuacjach sprawiają, że i tak postępujemy inaczej, niż byśmy chcieli.
Wracacie do lektur szkolnych? Dziś wracam do tych, które mnie nudziły. Męczyły swoim językiem, bo pisane w formie sztuki, na dodatek w starożytności. Dlaczego ciągle do nich wracamy? Czy faktycznie to o czym pisał Sofokles, jest nadal aktualne?
Cykl tebański
Sofokles "Antygona"
Sofokles "Król Edyp"
Sofokles "Edyp w Kolonie"
Pozycja bardzo dobra i rzetelna, choć nie można powiedzieć, że autor wyczerpał temat. Niektóre rzeczy zostały potraktowane skrótowo. Znajdziemy za to trochę nawiązań do różnych dzieł Sienkiewicza, Słowackiego, Kochanowskiego.
Jak patrzymy na to dziś?
Janusz Głowacki "Antygona w Nowym Jorku"
A jak się sprawa ma w filmach?
Antygona 1961
Tytuł na Filmweb się powtarza, są to jednak filmy, o których słuch często zaginął. Udało mi się wygrzebać starą czarno-białą produkcję, która całkiem pozytywnie mnie zaskoczyła. Ładnie i wzruszająco ukazana treść. Nie mamy tylko dialogów dramatu, a konkretnie ukazane sceny. Dobra gra aktorska. Oczywiście trzeba spojrzeć trochę przez pryzmat czasu, żeby docenić. Niestety nawet tę produkcję trudno już teraz znaleźć a w języku polskim w ogóle.
Antygona 1980 (sztuka teatralna) Jerzy Gruza
Przez chwilę miałam wrażenie, że dostanę uwspółcześnioną wersję tego dramatu. Scenografia dość prosta, przyciemniona scena, większość akcji dzieje się przy jednym stole, od którego czasem wstają współcześnie ubrani aktorzy. W tym również chór, który zagrała jedna osoba. Dialogi przedstawiają znane nam dzieło jednak trochę zmienione, wydaje mi się, że łatwiejsze do zrozumienia.
Doczytałam, że zostało tu wykorzystane tłumaczenie Stanisława Hebanowskiego. Przez to cała adaptacja jest bardziej przystępna. Sztuka pięknie zwraca uwagę na emocje przeżywane przez bohaterów. Polecałabym szczególnie uczniom po przeczytaniu książki.
Antygona 2011
Polski film krótkometrażowy przedstawiający Antygonę w czasach współczesnych. Fragmenty dramatu zostały wplecione we współczesne wydarzenia, aby pokazać ponadczasowość tekstu. Nie wiem, jaka była historia powstania tego filmu, ale scenariusz przypomina jakąś parodię nagraną przez uczniów w ramach pracy domowej. Sorki za spojler, ale prychłam gdy zamknęli Antygonę w garażu. Na plus zasługuje tylko końcóweczka.
Antygona 2019
Tym razem bardzo ciekawe uwspółcześnienie Antygony. Zachowane zostały główne motywy, przesłanie, a nawet imiona, ale została opowiedziana zupełnie inna historia. Osierocone dzieci razem z babcią uciekają z Kabylii do Montrealu, gdzie znajdują schronienie i mają szansę na nowe życie. Wszystko się zmienia kiedy jeden z braci młodej Antygony zostaje oskarżony o handel narkotykami, a drugi ginie z rąk policji. Dziewczyna postanawia poświęcić siebie w walce o sprawiedliwość.
Mamy tutaj bohaterkę, dla której miłość do rodziny i szacunek dla zmarłego są ważniejsze od prawa i jej własnego dobra. Film bardzo dobry i przejmujący, podobała mi się gra aktorska głównej bohaterki. Można by się zastanawiać czy nazwanie tego filmu adaptacją Antygony to nie lekka przesada, jednak samczyki nawiązujące do tragedii Sofoklesa tworzą tu całkiem ciekawy klimat.
Król Edyp 2022 (sztuka teatralna)
Kolejny polski spektakl tym razem Jacka Raginisa-Królikiewicza zrealizowany w Orientarium w Łodzi. Zarówno on jak i Antygona dostępne są na VOD. Tutaj również można zauważyć połączenie starożytności z czasami współczesnymi, jednak wykonanie o wiele bardziej mi się podobało. Piękna gra aktorska i bogata scenografia.
Wszystko dzieje się w starożytności jednak część kostiumów i elementów wystroju wzięte jest z czasów współczesnych. O ile w Antygonie wyglądało to jak pójście na łatwiznę tak tu jak faktycznie ukazuje, że tematyka utworu jest ponadczasowa. Mocne sceny, pełne emocji dialogi, niektóre wyśpiewane tworzą naprawdę piękne dzieło, które myślę, że warto zobaczyć.
Burmistrz Edyp 1996
Króla Edypa podobnie jak Antygonę przenoszono w różne realia. Tutaj mamy wojnę domową w Kolumbii. Podaję to w sumie jako ciekawostkę, bo obejrzałam tylko pobieżnie, gdyż film ten nie jest już zbyt łatwo dostępny i znalazłam go tylko w oryginale po hiszpańsku. Znając jednak historię Edypa, wiele można się domyślić, a parę scen naprawdę mi się podobało.
Król Edyp 1967
Przez chwilę myślałam, że trafiłam na kolejną uwspółcześnioną wersję. Jednak większość filmu dzieje się faktycznie w starożytnej Grecji. Reżyser wpadł na nietuzinkowy pomysł by tylko początek i zakończenie przenieść w nieco inne realia, by ukazać ponadczasowość historii. To nie jedyny nietypowy pomysł na przedstawienie niektórych wątków. Niezwykłe kadry, motywy pozostawione do szerszej interpretacji, robi się poetycko. A jednak mimo iż lubię takie filmy, to momentami dłużył się i mnie męczył. Możliwe, że nie wyciągnęłam z niego wszystkiego wartego uznania.
Na koniec trochę z humorem
Bessatsu Olympia Kyklos
Takiego formatu anime jeszcze nie spotkałam. 24 odcinki, ale każdy trwa tylko po 5 min. Anime można więc bardzo szybko obejrzeć, ale ja je sobie dawkowałam :P. Styl jest dziwny, mamy takie plastelinowe rzeźby, wklejone aktorskie wstawki, nawet trudno nazwać to dalej anime. Dużo się zmienia, wszystko ma być lekko chaotyczne – śmieszne.
Fabuła opowiada o Demetriosie, mężczyźnie żyjącym w starożytnej Grecji, który nie wpasowuje się w klimaty swojego świata. Wyśmiewany za wrażliwość i tchórzostwo nie chce brać udziału w wojnach czy olimpiadach. Przypadkiem zostaje prześniony w czasie do współczesnej Japonii. Szuka tam inspiracji i próbuje przenieść nowe motywy kulturowe do starożytności. Wychodzą z tego oczywiście same komediowe absurdy.
Odcinki krótkie, ale dużo się tam dzieje, wplecione zostaną nawet jakieś ciekawostki, nawiązania historyczne. Króluje jednak głupkowaty humor. Z jednej strony mi się podobało, z drugiej dość szybko mnie zmęczyło.
Brunet wieczorową porą
Rodzinka w końcu wyjeżdża i można w spokoju popracować przy wódeczce. Kto by tam słuchał bredzenia jakiejś wieszczki, która nagle podaje liczby do loterii i przepowiada bohaterowi, że tego wieczoru ktoś zginie z jego ręki. Przepowiednie jednak zaczynają się sprawdzać i wraz ze strachem pojawiają się pomysły jak od przeznaczenia uciec.
Taki polski komediowy Król Edyp na szczęście nie ma tu romansu z matką. Za to jest cała masa absurdalnych i zabawnych sytuacji. Niezłe intrygi, niezłe dialogi i dość zabawna zagadka kryminalna.
R.A. Ciężka "Seksta" i "Szeptyma"
Akcja moich książek może nie dzieje się w starożytnej Grecji, jednak tam również znajdziemy bohaterów próbujących okryć swoje przeznaczenie i czasem z nim walczyć. Czy dopatrzycie się Edypa, który może nie zabija swojego ojca, ale pragnie jego śmierci? A może znajdziecie Antygonę, która próbuje ustanowić własne prawa?
Pytania do Was:






.png)
.png)

To imponujące zestawienie – rzadko spotyka się tak kompleksowe podejście do klasyki, od Sofoklesa po anime i polskie komedie. Bardzo trafnie ujęłaś to, że dorosłość pozwala docenić tragizm postaci, który w szkole często umykał przez barierę językową czy samą formę dramatu.
OdpowiedzUsuńCo do Twoich pytań:
W szkole "Antygona" była dla mnie przede wszystkim starciem dwóch racji, ale dziś widzę w niej głównie studium bezsilności wobec fatum, co jest o wiele bardziej przejmujące.
Z wiekiem coraz częściej wracam do lektur, które kiedyś wydawały mi się nużące – ostatnio do "Lalki", która w dorosłym życiu czyta się niemal jak reportaż o współczesnych ambicjach i rozczarowaniach.
Wątek "Bruneta wieczorową porą" jako polskiego Edypa to świetne spostrzeżenie, teraz będę patrzeć na ten film z zupełnie innej perspektywy.
Widać, że włożyłaś mnóstwo pracy w ten research filmowy i teatralny. Dzięki za te polecenia, zwłaszcza te mniej oczywiste adaptacje.
Widzę, że w końcu trafiłam na interesujący temat dla Ciebie i trochę się rozpisałaś :). Dziękuję za miłe słowa. Ja też na tę i kilka innych lektur spojrzałam inaczej czytając je kolejny raz później. W szkole jednak za duże skupienie, żeby zrozumieć według klucza i pozdawać to co trzeba własne przemyślenia odchodzą gdzieś na bok. Lalce też bym chętnie jeszcze raz się przyjżała :). Brunet nawinął mi się do tego posta zupełnie przypadkiem. byłam w trakcie przygotowywania go i jednocześnie robiłam sobie maraton (rozłożony na dni) polskich komedii. Kiedy doszło do tej od razu złapałam skojarzenie, więc doczepiłam.
Usuń1. nie wierzę w realne istnienie Przeznaczenia... ale przy okazji wiem, że to, iż jesteśmy jednorękimi i jednoocznymi /czyli nigdy do końca skutecznymi, wiesz, o co chodzi/ kowalami naszych losów wcale nie dowodzi istnienia Przeznaczenia... to są wręcz różne tematy...
OdpowiedzUsuń2. ba, bo to raz?... wszystkie koty i większość cipek jest niezwykła... no, ale pamiętajmy o tym, że jeśli myślimy, że coś jest niezwykłe lub nie jest niezwykłe, to takie właśnie jest... możemy sobie wybrać, choć nie każda/y jest do tego zdolna/y...
3. coś było, ale za bardzo nie pamiętam... aczkolwiek mity greckie chętnie konsumowałem niezależnie od programu szkolnego...
4. "Emil, gdzie jesteś?"... nie, nie była to lektura szkolna, ani nawet taka suplementarna... to była książka, którą zupełnym przypadkiem /tak, nie jestem idiotą, więc wierzę w przypadki/ dopadłem bibliotece podstawówki... to jest tak trawiasta książka, że ojej... generalnie chodzi tam o szukanie Emila, który gdzieś się zapodział, ale to, że jest on krokodylem i że nigdzie nie zginął dowiadujemy się na samym końcu... niewiele już z niej pamiętam, więc chcę sobie przypomnieć, ale w necie ni czarneka nie ma jak ją odnaleźć... ale pracuję nad tym... jak sobie przypomnę, że nieźle byłoby...
p.jzns :)
1. Oczywiście jesteśmy zależni od wielu losowych czynników, co nie musi wcale znaczyć że nasz los jest z góry przesądzony.
Usuń2. Tak niezwykłość danej chwili zależy głównie od naszego nastawienia. Choć ono też momentami jest zależne od innych jeszcze czynników :).
3. Też zawsze chętnie czytałam mitologię, nie tylko grecką ale jedynie ona była w szkole faktycznie omawiana.
4. Hah sa czasem takie książki, które dziwnie zapadają w pamięć. U mnie były to Bajki dla Ewy choć nie było w nich nic aż tak niezywkłego ale kupiły moje dziecięce serduszko zwierząkami. Też mam ochote poszuaćbw bibliotece i sobie poczytać. Może nie stracą uroku. A o Emilu krokodylu ciekawe. Też zerknę czy może u mnie nie ma :D
to teraz trzymaj się... nagle doznałem olśnienia... okazuje się, że przez wiele lat tkwiłem mentalnie w błędzie... otóż nie Emil, tylko CYRYL!!!!... i książka w necie odnalazła się od razu... za Emil, nie krokodyl bynajmniej, jest bohaterem zupełnie innej książki... wszystko popieprzyłem, ale na szczęście supeł w głowie się rozsupłał...
UsuńHah no widzisz, a tak właśnie się zastanawiałam czy nie pomieszałeś czegoś w tytule, jak nic nigdzie nie ma o tej książce :). To miłego powrotu do dzieciństwa jak zdecydujesz się przeczytać.
UsuńLubię takie powiedzonko – jeśli chcesz rozbawić Boga, opowiedz Mu o swoich planach.
OdpowiedzUsuńGdzieś tam w górze nasz los został w pewnym sensie zaplanowany, ale na wiele z nich mamy wpływ, bo mamy wolną wolę.
Są też sprawy, którym potrafimy zapobiegać, wystarczy, że zmienimy decyzję. Ale o tym co mogło być, najprawdopodobniej nigdy się nie dowiemy.
Też zaczęłam wracać do lektur, które nie powinny być przeznaczone na zbyt młodą głowę. Wtedy mnie nudziły i męczyły, czytanie ze zrozumieniem ledwo co... a dziś to sama przyjemność.
To co wtedy było trudne, dziś jest banalnie proste.
ja to rozumiem... takie Przeznaczenie Z Grubsza... na przykład: "Będzie wojna, ale kto kogo zabije, to już sam(a) zdecyduj" :)
UsuńCzasem myślę, że Bóg, jeśli istnieje, to musi mieć poczucie humoru, patrząc na niektóre Jego zmiany moich (i zapewne nie tylko moich planów). Na jedne rzeczy mamy wpływ na inne nie, to wiadome.
UsuńMam podobne podejście do wielu lektur, zupełnie inaczej się je czyta w dorosłym życiu. Nawet te z najmłodszych klas. Niby dla dzieci, ale już niedopasowane pod nowe pokolenia. Klasyka za trudna dla nas.
lektur szkolnych nagminnie nie czytałem, bo było mnóstwo ciekawszych książek, z tego zresztą powodu ledwo ledwo udało mi się zdać maturę... na szczęście trafił mi się temat "Bajek" Krasickiego, kilka akurat znałem i jakoś udało się uratować sytuację...
Usuńza to faktycznie, są też książki, które w pewnym wieku są za trudne i trzeba trochę odczekać zanim człowiek nabierze zdolności do ich strawienia...
Ja czytałam wszystkie ale niektóre po terminie :p jak już omówiliśmy w szkole. W międzyczasie czytałam wiele innych książek i jak przyszło do matury, trudno mi było sobie przypomnieć, co tam dokładnie w tych lekturach było ;p. Ale i tak matura z polskiego najlepiej mi poszła.
UsuńKilka lat wstecz planowałam sobie coś, ale los miał dla mnie inne plany. O mało całkowicie zniszczył mi życie^^
OdpowiedzUsuńCiekawy przegląd adaptacji/ekranizacji starożytnych tekstów. Do Antygony lubię wracać :)
Mam nadzieję, że wszytko dobrze się skończyło, nawet jeśli nie tak jak zaplanowałaś.
UsuńDziękuję :)
Jak to mawiano w jednej z moich ulubionych gier: "no gods or kings, only man". :) Nie wierzę w żadną predestynację (ani jej starsze wersje), wierzę natomiast w pojęcie z dziedziny psychologii: prawo przyciągania. U mnie działa i przynosi efekty. :)
OdpowiedzUsuńU mnie prawo przyciągania czasem mam wrażenie, że się odwróciło. Im bardziej negatywnie jestem nastawiona, tym pozytywniejsze rzeczy się dzieją :p i odwrotnie. Choć wiem, że psychologicznie polega to po prostu na tym, by skupiać się na tych pozytywnych rzeczach i na nie nastawiać. Po prostu przypadki lubią się ze mną drażnić.
UsuńMyślę, że przeznaczenie ma swój udział w tym, co nam się przytrafia, kogo spotykamy :) Co do lektur szkolnych - rzadko po nie sięgam.
OdpowiedzUsuńCzasem chcę w to wierzyć :). Mnie chyba zachęciło niechcący młodsze rodzeństwo. Przynosiło przerabiane lektury do domu, a ja jak widzę gdzieś książkę to zaczynam czytać. Chyba uzależniona jestem :p
UsuńTutaj Anonimowa A, teraz muzyka duszy.
OdpowiedzUsuńFajny post, takie odświeżenie i przypomnienie starożytnych dzieł. Przyznam, że zawsze miałam słabość do tej epoki, toteż Antygona ani Edyp mnie nie zmęczyli, a wręcz zafrapowali, dając do myślenia. Co do pytań:
Tak, wierzę, że nasze życie nosi w sobie wiele elementów przeznaczenia.
Było bardzo dużo takich zdarzeń.
Dobrze pamiętam obie, najbardziej zaintrygował mnie dramat J. Głowackiego.
PS: Wiem, że miewałam ostatnio dziwne pomysły blogowe, teraz mam jednak znowu klasyczny pamiętnik i byłoby mi naprawdę miło, gdybyś zajrzała pod adres:
https://szczerosc-serca.blogspot.com/
Przechodzę b. trudne chwile, a każdy komentarz, czy nawet odwiedziny, to dla mnie duża radość i pomoc,
Dobrze, że jesteś <3 zastanawiałam się gdzie zniknęłaś.
UsuńJak lektura pokrywa się z naszymi zainteresowaniami, to o wiele przyjemniej ją przerabiać :).
Przytulam Kochana i będę do Ciebie zaglądać w wolnych chwilach. Cieszę się, że nie uciekłaś od blogowania :). Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie się ułoży.
Zdecydowanie! Dla mnie "tragediami" były powieści Sienkiewicza. :P Gimnazjum pod jego patronatem chyba za mocno naciskało...
UsuńKocham obecnego bloga, po tak długiej przerwie mam wiele zapału.
Ściskam mocno, spodziewaj się mnie często :****
Mnie jedno i drugie w tym wieku przytłaczało. No ale bądźmy szczerzy wtedy to ja tylko fantastyką bym żyła xD.
UsuńCieszę się :*
Wtedy to ja już bardzo lubiłam czytać, ale rzeczywiście, gdy styl przytłacza, nic nie poradzisz.
Usuń:***
UsuńJa uwielbiałam czytać ale właśnie lżejsze książki :)
UsuńJa do tej pory mam tak "od Sasa do lasa" - zależy od nastroju :)
UsuńNo u mnie teraz też. Skaczę bardzo po gatunkach w zależności od nastroju albo co mnie aktualnie zaciekawi.
UsuńTaka postawa jest mi bardzo bliska, grunt to otwarty umysł.
UsuńNa co ostatnio miałaś ochotę? :)
UsuńTeraz czytam:
Usuńhttps://lubimyczytac.pl/ksiazka/5163290/papier-kamien-nozyce
A Ty? :)
O to u mnie kryminał, ale w świecie fantasy https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5189251/zatruty-kielich jestem w trakcie, podoba mi się nietuzinkowy świat, a co do samej fabuły zobaczymy w trakcie. Prócz tego ostatnio trochę Hawkinga czytałam i wracałam do sentymentów, czyli Pottera i Igrzysk Śmierci :).
UsuńDo lektur szkolnych nie wracam i nie zamierzam. Dziś wolę nieco inne gatunki literackie😉 Co komu przeznaczone, to dostanie. Można się próbować szarpać z losem, robić mu psikusy, ale w ostatku to on i tak będzie górą 😉
OdpowiedzUsuńU mnie też inne gatunki raczej na górze ale od czasu do czasu lubię po właściwie wszytko sięgać :). Z losem nie ma co się szarpać, tylko na niektóre rzeczy mamy wpływ.
UsuńWiesz, ja tak naprawdę jedynie od typowo kobiecych romansideł stronię 😉 Ale i niepowodzenia zawsze można na los zwalić 😅
UsuńNo to prócz tego masz całe mnóstwo gatunków i książek tyle, że życia nie starczy 😅. Czasem lepiej zwalić na los niż się katować, że znowu coś zawaliliśmy ;p
UsuńI ciągle wychodzą nowe 😉 Dobrze dla czytelników, źle dla pisarzy, bo konkurencja jest wręcz mordercza.
UsuńCzytelnicy czasem też się załamują, że już nie wiedzą, po co warto sięgnąć xD
UsuńJednak lepiej mieć duży wybór w preferowanych przez siebie gatunkach.
UsuńTego nam nie zabraknie :)
UsuńPodziwiam Cię za ten powrót do lektur, ale to w sumie może wiele nam o nas samych powiedzieć. Najlepiej wspominam Antygonę, bo nasz polonista podsunął nam pomysł rozprawy sądowej nad bohaterką. Przygotowania trwały długo, każdy miał swoja role, musieliśmy przygotować cytaty na rzecz obrony i oskarżenia. Do dziś pamiętam!
OdpowiedzUsuńMiałam w szkole dosłownie to samo :). Przedstawialiśmy również Antygonę w wykonanych przez siebie maskach :)
UsuńJa wracam do wszystkiego co było dla mnie trudne i sprawdzam czy coś się zmieniło. "Lalka" na plus, na przykład. Żeromskiego jeszcze nie tknęłam ;p
OdpowiedzUsuńPrzede mną też jeszcze wiele pozycji do ponownego sprawdzenia :)
UsuńZgadzam się w pełni – los i przeznaczenie to rzeczy, które od wieków fascynują ludzi, a starożytni Grecy mieli w tym wszystkim swoje niepodważalne racje. Najciekawsze jest chyba to, że mimo upływu wieków te same motywy wciąż są aktualne – nasze wybory, nieuchronność konsekwencji i walka z własnymi ograniczeniami… To wszystko nie straciło nic ze swojej siły.
OdpowiedzUsuńTwoje porównanie dramatów Sofoklesa z współczesnymi adaptacjami pokazuje też, jak uniwersalne są te historie – niezależnie od epoki, przekaz pozostaje. I wiesz, podoba mi się, że nie oceniasz ich tylko przez pryzmat szkolnej „lektury do odhaczenia”, tylko naprawdę próbujesz wejść w świat bohaterów, ich dylematy moralne i dramaty. Dzięki temu ten temat staje się żywy, a nie martwy jak podręcznik.
Najbardziej uderza mnie chyba to, co napisałaś o Edypie – że czasem nie ma sensu walczyć z losem, bo nawet rozsądne decyzje mogą prowadzić do katastrofy. W życiu codziennym też tak jest – planujemy, staramy się, a czasem wszystko wywraca się do góry nogami i zostaje tylko refleksja: „czy tak miało być?”. Twoje komentarze są pełne tego rodzaju przemyśleń, co sprawia, że aż chce się sięgnąć po te dramaty ponownie, by zobaczyć je oczami dorosłego, a nie ucznia.
1.W przeznaczenie wierzę trochę „na próbę” – nie w sensie, że wszystko jest z góry zapisane, ale że czasem życie podsuwa nam sytuacje, które wyglądają, jakby były ustawione specjalnie, żebyśmy coś zrozumieli albo się czegoś nauczyli.
Usuń2.Tak, kilka razy w życiu wydarzyło się coś zupełnie nieoczekiwanego, co całkowicie zmieniło mój kierunek – i dopiero po czasie zrozumiałem, że to było wręcz „losowe szczęście”. 😊
3.Antygonę i Króla Edypa miałem w szkole, i przyznam szczerze, że wtedy trochę męczyły – trudny język, dramatyczna forma. Ale teraz, z perspektywy dorosłego, widzę w nich genialne studium ludzkich emocji, wyborów i konsekwencji. To jest właśnie magia starożytnej Grecji.
4.Chętnie wróciłbym do „Makbeta” Szekspira – kiedyś wydawał mi się ciężki i „przestarzały”, a teraz jestem ciekawy, co nowego dostrzegłbym w tej historii o władzy i ambicji.
Niestety w życiu tak jest, że nasze decyzje mają tylko częściowy wpływ na to co nas czeka. Może mamy coś z góry ustalone a może wszytko jest wielkim przypadkiem i chaosem, nad którym nie da się zapanować.
UsuńU mnie zamiast wiary w cokowiek zawsze jest wątpliwość :). Wątpię zarówno w to że coś jest jak i że czegoś nie ma. Przeznaczenia też to dotyczy. Wiele miałam sytuacji gdzie coś się wyjątkowo ciekawie samo ułożyło.
Do Szekspira też mam zamiar wrócić. Jeszcze tylko nie wiem kiedy, bo pomysłów długa kolejka :)
Ja na dobrą sprawę wierzę, we wszystko, co wierzy we mnie, w przeznaczenie też wierzę, tak jak w swoją moc sprawczą wierzę. Nic tak naprawdę nie jest do końca pewne, tak jak i los do pewnego stopnia jest zdeterminowany, a do pewnego nie jest. Życie wydarza się nam tu i teraz i myślę, że mamy na nie jakiś znaczący wpływ i wszystko zawsze może się zmienić, kiedy postanowimy wyjść poza jakiś swój schemat działania, swoje sztywne ramki... a jak tego nie zrobimy, to rzeczywiście życie płynie wciąż po jednej linii i się praktycznie nie rozwijamy, zwalając to na zły los, bo tak najłatwiej.
OdpowiedzUsuńMożliwe, że dostajemy "w pakiecie startowym" tam z Góry jakąś mapę na to nasze życie, jakiś ogólny szkic, tego co ma nas tu spotkać na tej Ziemi, ale nasze wybory, kluczowe decyzje zależą tylko i wyłącznie od nas samych i taką też tworzymy dla siebie przyszłość. Nad przeznaczeniem zastanawiali się już w Starożytności i do tej pory się nad nim zastanawiamy... a to, co nas często spotyka, wydaje się jakąś bezsensowną grą, niesprawiedliwością, okrucieństwem, "igraszką bogów", bo może my ludzie nie potrafimy dostrzec większej całości, bo nie możemy z tej naszej ludzkiej perspektywy pojąć... kim jesteśmy, po co tu jesteśmy i dlaczego? Może się kiedyś dowiemy...
Muszę sobie odświeżyć te lektury szkolne, bo rzeczywiście w szkole czytało się bardziej z przymusu, niż czystej chęci. I przez to ma się niezbyt miłe wspomnienia. A mitologia jest przecież bardzo ciekawa i to nie żadne bajki, ale tamtejsze realia...
Swego czasu lubiłam "Odyseję", więc może ją sobie znów przypomnę, hm. A słynnego "Bruneta wieczorową porą" po prostu uwielbiam, jak widzę kogoś w takim czerwonym kapeluszu, to od razu zapala mi się czerwona lampka i wiem, że coś jest na rzeczy 😉 . Jestem pełna podziwu Roksano, że się za to zabrałaś, taki obszerny materiał. Naprawdę świetny post! Pozdrawiam Cię bardzo ❤️
"Wierzę, we wszystko, co wierzy we mnie" - bardzo mi się to podoba :). Zgadzam się, że zawsze mamy szansę coś zmienić. Nie warto jej sobie przede wszystkim odbierać. Oczywiście nie zawsze się wszystko uda tylko dzięki naszej determinacji ale jeśli się na nic nie zdobędziemy, to raczej nic się nie zmieni. Mówię raczej, bo szczęśliwe przypadki też się trafiają i dostajemy nie raz coś mimo braku jakiejkolwiek pracy nad tym.
UsuńCzy mamy coś z góry ustalone, może się dowiemy, może niedane nam to będzie, zobaczymy :).
Mitologia jeszcze mi się w szkole podobała, ale nie była w całości omawiana. Wiele innych dzieł doceniłam znacznie później.
Haha tak czerwony kapelusz był trudnym do zapomnienia motywem :D.
Grecka kultura i literatura - czysta magia. Trudno się oprzeć myśli, że na ten niewielki kraj, w którymś okresie, padły promienie boskiego światła.
OdpowiedzUsuńW szkole bardzo lubiłem greckie tragedie i geometrię Euklidesa.
Przeznaczenie... nie jest chyba takie ważne, czy ono istnieje, ale czy świadomość przeznaczenia wychodzi nam na dobre.
Dwa istotne przykłady - Żydzi - naród wybrany - to przekonanie pomogło im przetrwać wieki w bardzo ciężkich okolicznościach.
- protestanci, głównie Kalwini - wiara w predestynację - Bóg wie, kto będzie zbawiony.
Protestanci wyciągnęli z tego wniosek, że osoby, którym dobrze się powodzi, są tymi przeznaczonymi do zbawienia. Z tego wynika praktyczny wniosek - weź się do roboty, to i tobie będzie się dobrze powodzić... czyli będziesz zbawiony.
Czytałem książkę - autora nie pamiętam - jak religia wpłynęła na dobrobyt w krajach Europy - kraje protestanckie - Holandia, Anglia, kraje skandynawskie, duża część Niemiec = wyższa stopa życiowa.
Kraje katolickie - Włochy, Hiszpania - dużo gorzej --- no bo podstawą wiary katolickie jest miłosierdzie boże - rezultat= pożal się Boże.
Mnie w okresie szkolnym głównie facynowała mitologia, ale wtedy żyłam ksiażkową fantasyką :).
UsuńDobre podsumowanie. Katolicy wierzą, że zbawi ich cierpienie Chrystusowe. No i mamy naszą drogę.
1. Myślę, że każdy ma z góry przypisany los i dotrze do niego choćby nie wiem co spotkał na drodze. Myślę też, że dobrze że nie wiemy co czeka nas w przyszłości ☺️
OdpowiedzUsuń2. Pewnie tak jednak teraz nie przypominam sobie żadnego takiego przypadku 😂
3. Miałam. W ogóle nie pamiętam tych książek. Myślę, że lektury powinny być dopasowane do wieku dziecka. Przez to, że zmusza się w szkole do czytania czegoś co jest w ogóle nie interesujące zniechęca się do dalszego czytania w dorosłym życiu. A później narzekanie że Polacy mało czytają. Dlaczego? Dlatego. Nikt nie lubi być do czegoś zmuszony. W ten sposób książki zamiast interesować kojarzą się z przykrym obowiązkiem.
4. Wróciłam do Lalki, Przedwiośnia i Zbrodni i kary ☺️
No lepiej nie wiedzieć, ja bym pewnie nie uwierzyła gdyby ktoś mi 10 lat temu opowiedział, co mnie czeka za 10 lat ;p.
UsuńCo do lektur to z jednej strony są dzieła, które warto poznać. A nie wiadomo, ile osób po szkole by naprawdę po nie sięgnęło. Jednak jak patrzę na lektury na początkowym etapie nauczania, to się załamuję. Wałkujemy to samo, a jest tyle wartościowych książek, które zainteresują młodszych czytelników. Może pojedyncze pozycje się zmieniają stopniowo. Ale przestarzali jesteśmy ciągle.
Gratuluję, to znaczy brawo za powrót do tych książek. Mój brat i tata lubią mitologię i tu też mogłabym powrócić.
OdpowiedzUsuńWiesz, myślę, że jakiś tam wpływ na coś tam mamy. Jednak mam coraz większe przekonanie, że jak coś pisane, to pisane, a jak nie, to nie i choćbym nie wiem co zrobiła, to nie i już. Nie lubię już planować. No robie sobie spis, taki na dany dzionek, ale w tym miesiącu, to te moje dzienne plany głównie były tymi niewypalonymi. No ale ok. Idę jak leci, jak nagle ktoś kamień kopnie mi na drogę...moze się potknę, potem wykopie go z drogi, bądź będzie tam zalegał i ide dalej. Jeden, ten aktualny dzień, on jest dla mnie najważniejszy. Straciłam już ludzi za młodych, by skupiać sie na przyszłości. Jak Los podrzuca, tak Idę...choc nie poddaje sie w marzeniach, bo nawet jeśli będę szła w kolo to fajna to droga, także mogę łazic w kolo. Hehe
To fajny post, skłaniający fo przemyśleń.
Ps. Książki Roksany to paleta emocji, warto je poznać.🥰
Proszę olac błędy, piszę z komórki, co idzie mi okrutnie i raczej sie to nie zmieni, dziękuję 😆
UsuńCzytam z komórki a w komórce ciemno więc nie widzę żadnych błędów :p. Nie no serio nie widzę, też z telefonu tyle byków robię, że mi wstyd za siebie a przecinków to już w ogóle nie da się ogarnąć na małym ekranie. Stare pokolenie jesteśmy ;p.
UsuńDobre masz podejście ja też robie tylko pany na jeden dzień a i tak zwykle się nie da. Los lubi spontanicznych ludzi, którzy dostosowują się na bieżąco i potrafią wykorzystać to co im podsunie.
Ciekawy wpis. Przerabiałam te lektury w szkole i miałam wtedy takie samo podejście do nich jak Ty, tylko nawet ich nie przeczytałam. Jestem ciekawa jakbym teraz odebrała "Antygonę" po tylu latach, może kiedyś się o tym przekonamy jak czas pozwoli 😊
OdpowiedzUsuńPo latach każdą lekturę inaczej się odbiera. Co nie znaczy, że każda się spodoba. Na pewno więcej można zrozumieć mając 30 lat niż te naście ;p. No i można sobie pozwolić na własne interpretacje a nie dostosowywanie się pod klucz, to też jest fajne.
UsuńNo dokładnie, dlatego też jak chodziłam do szkoły, to nie lubiłam czytać lektur szkolnych i ogólnie wydawało mi się, że nie lubię czytać książek, bo przez ten przymus czytania, szkoła mnie tylko do tego zniechęcała. Teraz jak już nic nie muszę czytam jak szalona różne gatunki i interpretuję tak jak chcę 😊
UsuńMożliwe, że przez szkołę miałabym podobne podejście. Jednak tata znacznie wcześniej rozbudził we mnie miłość do czytania :)
UsuńJa jestem wielką fanką planowania wszystkiego i posiadania kontroli, więc wszelkie zmiany i przeciwności losu często wyprowadzają mnie z równowagi. Jednak wiadomo nie da się na to nic poradzić.
OdpowiedzUsuń1. Tak, wierzę, że wszystko co się dotychczas w moim życiu wydarzyło i wszyscy ludzie, których poznałam nie zdarzyło się ze zwykłego przypadku.
2. Wydaje mi się, że jest to mój mąż. Pojawił się w moim życiu zupełnie niespodziewanie i dzięki niemu wszystko stało się lepsze :)
3. Przeczytałam obie z tych książek i obie wywarły na mnie duże wrażenie. Chętnie zapoznam się z ich ekranizacjami, bo jestem ciekawa jak przedstawiono te historie na dużym ekranie.
4. Obie chętnie przeczytałabym jeszcze raz :)
Też bym chciała czasem wszystko sobie zaplanować ze szczegółami. Niestety życie bardzo często pokazuje mi, że tak się nie da.
UsuńW takie przeznaczenie jak spotkanie idealnej dla siebie drugiej połówki aż chce się wierzyć <3.
Jeśli masz ochotę to śmiało wracaj do lektur i obejrzyj ekranizajcje. Sztuki teatralne są ciekawe i dostępne na vod za darmo :)
„Antygony w Nowym Jorku” Janusza Głowackiego nie znam, ale gdy przeczytałem zdanie: „Autor postanowił przenieść główny motyw do czasów współczesnych, wykorzystując sytuację bezdomnych w Nowym Jorku”, nasunęło mi się kilka refleksji.
OdpowiedzUsuńGłowacki przez pewien czas mieszkał w bardzo trudnych warunkach w Nowym Jorku, o czym zresztą pisał w jednym ze swoich artykułów prasowych (być może jeszcze gdzieś go mam). O ile dobrze pamiętam, wegetował w obskurnym pokoju, śpiąc na starym materacu — który w końcu został mu… skradziony. Można więc przypuszczać, że realia życia na marginesie społeczeństwa znał nie tylko z obserwacji, ale i z własnego doświadczenia. Po przeczytaniu tego artykułu napisałem do niego list (były to lata 80., a więc czasy bez Internetu 😁). Ku mojemu zaskoczeniu, list — przekazywany z adresu na adres — dotarł do niego, a ja otrzymałem całkiem obszerną odpowiedź. Na szczęście jego sztuka „Polowanie na karaluchy” została później wystawiona i bardzo dobrze przyjęta — o ile pamiętam, znalazła się nawet wśród dziesięciu najlepszych sztuk roku według „Time Magazine”. Kilka lat później miałem okazję spotkać go w Toronto i chwilę porozmawiać o tych „starych, interesujących czasach”.
Co do Twoich pytań…
W przeznaczenie nie wierzę. Wiem jednak, że bardzo wielu ludzi wierzy — czyta codzienne horoskopy, a nawet kupuje książkowe wydania na cały rok. Ja właściwie nigdy nie zaglądam do horoskopów i nigdy w nie nie wierzyłem. Pamiętam sytuację z księgarni na początku roku — byłem wręcz zaszokowany, widząc całe półki wypełnione wyłącznie „horoskopami rocznymi”, na każdy dzień roku, wydanymi przez różne oficyny. Postanowiłem wtedy raz na zawsze sprawdzić ich wiarygodność — nie tyle dla siebie, bo nie miałem wątpliwości, ile z czystej ciekawości. Otworzyłem kilka takich książek na moim znaku zodiaku i przeanalizowałem prognozy na ostatnie dni oraz na najbliższą przyszłość. Wnioski były jednoznaczne:
• Poszczególne publikacje zawierały zupełnie różne, często wręcz sprzeczne przewidywania.
• Żadna z „prognoz” dotyczących minionych dni się nie sprawdziła.
• Przewidywania na kolejne dni były całkowicie ogólnikowe lub pozbawione sensu-i też się nie sprawdziły.
Dlatego jestem przekonany, że to my sami jesteśmy kowalami własnego losu i nie powinniśmy podporządkowywać się żadnym „przeznaczeniom”, nad którymi rzekomo nie mamy kontroli.
Choć bardzo lubiłem mity greckie, lektury „Antygony” czy „Króla Edypa” praktycznie nie pamiętam — o ile w ogóle były omawiane w mojej szkole.
W latach 70. i na początku 80. zbierałem tomiki poezji (które zresztą mam do dziś) i do tej pory pamiętam piękny wiersz Tadeusza Micińskiego, który idealnie wpisuje się w temat przeznaczenia:
ANANKE *)
Gwiazdy wydały nade mną sąd:
— wieczną jest ciemność, wiecznym jest błąd.
— Ty, budowniku nadgwiezdnych wież
— będziesz się tułał jak dziki zwierz,
— zapadnie każdy pod tobą ląd —
— wśród ognia zmarzniesz — stlisz się jak lont.
A gwiazdom odparł królewski duch:
wam przeznaczono okrężny ruch,
mojej wolności dowodem błąd,
serce me dźwiga w głębinach ląd.
Poszumy płaczą mogilnych drzew,
lecz w barce życia płynie mój śpiew.
Ja, budowniczy nadgwiezdnych miast,
szydzę z rozpaczy gasnących gwiazd.
*) Ananke (stgr. Ἀνάγκη) — w mitologii greckiej uosobienie konieczności, przeznaczenia i nieuchronności; siła, której podlegają zarówno ludzie, jak i bogowie.
O Głowackim przyznaję, za dużo nie widziałam, więc tu ciekawa informacja dla mnie. Na pewno łatwiej mu było pisać, jeśli znał te realia, czego mu jednak oczywiście nie zazdroszczę. Sztuka jest świetna mimo trudnego tematu napisana z humorem. Warto ja przeczytać albo po prostu obejrzeć.
UsuńCo do przeznaczenia częściowo zgadzam się z podejściem, choć pozwolę sobie zwrócić uwagę, że kłamstwa w horoskopach jeszcze nie muszą świadczyć o braku przeznaczenia. Może istnieć jakiś z góry zapisany los, którego żadna wróżka, wieszczka, wyrocznia, a tym bardziej losowa osoba z gazetki nie są w stanie poznać. Zaprzeczać temu może wolna wola, którą odczuwamy bardzo wyraźnie. Chcemy iść w prawo idziemy w prawo, chcemy w lewo idziemy w lewo. Jednak nie możemy powiedzieć, że jesteśmy kowalami losu w 100%. Ciągle jesteśmy zależni, nawet jeśli nie od przeznaczenia to od przypadku. Czy przypadki te nakierowują nas na coś to już kwestia wiary? Czy warto wierzyć w jakiekolwiek przeznaczenie? Na pewno więcej dobrego sprawi nam wiara, że jest ono nam przychylne, że trudności były po to, by nas czegoś nauczyć, że w końcu osiągniemy szczęście. Wiara, że los się na nas uwziął, na pewno prowadzi tylko do zguby. Brak wiary też jest w porządku, bo pozwala nam obrać własny cel. Jednak i wtedy trzeba być gotowym na zderzenie się ze świadomością, że nawet jeśli przeznaczenie nie ma kontroli, to my też nie mamy nad wszystkim.
Dawno temu uczestniczyłem w kursie zatytułowanym „Ekonomiczna historia Europy”, który okazał się na tyle interesujący, że do dziś pamiętam z niego całkiem sporo. To właśnie tam po raz pierwszy zetknąłem się z pojęciami „protestanckiej etyki pracy”, predestynacji oraz teoriami Maxa Webera.
UsuńSzczególnie zapadła mi w pamięć doktryna predestynacji, charakterystyczna dla kalwinizmu. Zakłada ona, że Bóg odwiecznie i nieodwołalnie przeznaczył jednych ludzi do zbawienia (tzw. „wybranych”), a innych do potępienia. Powstaje tu jednak ciekawy dylemat teologiczny: skoro los człowieka jest z góry ustalony i nie zależy od jego uczynków, to jakie znaczenie ma moralne życie? Odpowiedź kalwinizmu była subtelna — choć uczynki nie mogą zmienić przeznaczenia, to „wybrani” mają niejako potwierdzać swój status poprzez życie cnotliwe, pracowite i zdyscyplinowane.
Według Maxa Webera taka wizja rodziła wśród wiernych głęboki niepokój egzystencjalny. Skoro nie można mieć pewności zbawienia, pojawia się potrzeba znalezienia jego „znaków”. I właśnie tutaj pojawia się słynna „protestancka etyka pracy”: intensywna, systematyczna praca, oszczędność oraz samodyscyplina zaczęły być postrzegane jako widoczne oznaki przynależności do grona wybranych.
Co ciekawe, sukces materialny nie był tu celem samym w sobie ani drogą do zbawienia, lecz raczej jego potencjalnym „symptomem”. Jednocześnie etyka ta nie zachęcała do rozrzutności — przeciwnie, potępiała luksus i nadmierną konsumpcję. W efekcie sprzyjała gromadzeniu kapitału i jego reinwestowaniu, co Weber wiązał z rozwojem nowoczesnego kapitalizmu.
Można więc powiedzieć, że związek między predestynacją a protestancką etyką pracy działał jak swoista psychologiczna i socjologiczna samospełniająca się przepowiednia: „Jeśli należę do wybranych, powinno to być widoczne w moim życiu” — a więc w nieustannej, metodycznej pracy w swoim „powołaniu”, połączonej z powściągliwością i unikaniem luksusów.
Paradoksalnie prowadzi to do interesującego wniosku: choć teologicznie wszystko było z góry przesądzone, to w praktyce wyznawcy kalwinizmu zachowywali się tak, jakby byli — przynajmniej w pewnym sensie — kowalami własnego losu.
Lech tutaj też poruszył właśnie podobny temat. Religie bardzo ciekawie nam pokazują, jak się ma podejście do przeznaczenia. No bo faktycznie jak sobie uwierzysz, że Twoim przeznaczeniem jest porażka, to nawet nie próbujesz coś działać i przeznaczenie spełniasz. Dobrze jest sobie przyjąć za cel drogę do sukcesu. Tu również nie zaprzeczam. Kowalami własnego losu oczywiście częściowo jesteśmy, choć nadal nie zaprzecza to temu, że nie mamy wpływu całkowicie na wszystko. Losowe przypadki zawsze się pojawiają, które albo pomagają, albo przeszkadzają nam w naszych dążeniach. Czy mają jakiś związek z przeznaczeniem? Moim zdaniem tego nigdy się nie dowiemy.
UsuńNo bo faktycznie jak sobie uwierzysz, że Twoim przeznaczeniem jest porażka, to nawet nie próbujesz coś działać i przeznaczenie spełniasz.
UsuńTo jest absolutna podstawa. W niektórych kulturach czy środowiskach takie podejście wpaja się od najmłodszych lat—wiarę w sens wysiłku, edukacji i własnych możliwości. „Spełnianie przeznaczenia” oznacza tam po prostu konsekwentne działanie i rozwój.
Niestety są też grupy, w których przekaz bywa dokładnie odwrotny—dzieci od początku słyszą, że nauka nie ma sensu, że „i tak nic z tego nie będzie”, i bywają wręcz zniechęcane do podejmowania wysiłku i dalszego kształcenia. A wtedy mechanizm działa w drugą stronę: brak prób prowadzi do braku efektów, co tylko utwierdza w tym przekonaniu.
To temat rzeka—mógłbym o tym naprawdę długo pisać.
Tak Wielko Piątkowo na przekór dodam że nie warto wierzyć że tylko cierpienie doprowadzi nas do zbawienia, bo na pewno się na cierpienie skażemy. Choć oczywiście ono może nas tą zwykłą losowością też dopaść ale tak jak mówisz temat rzeka.
UsuńCo prawda do tych lektur akurat nigdy nie wróciłam, ale bardzo lubię "Lore Olumpus" czy też "Psyche i Eros" z takich mitologicznych klimatów. Czy wierzę w przeznaczenie? To zależy ;)
OdpowiedzUsuńZdradzisz od czego? :)
UsuńWitaj już wiosennie
OdpowiedzUsuńJa właśnie ostatnio przeczytałam mitologię Parandowskiego.
A jeśli chodzi o Antygonę to zapraszam, chociaż nie ona jest bohaterką opowieści - https://szimena.blogspot.com/2018/09/szimena-czy-ismena.html
A jeżeli chodzi los, przeznaczenie... Cóż? Myślę, że mamy coś tam zapisane w gwiazdach.... Ale chyba mamy na to w pewien sposób wpływ.
Pozdrawiam uśmiechem fiołków
Pierwszy raz mi się Twój nick skojarzył z Ismeną właśnie od Antygony :). Jakoś wcześniej rozdzielałam. Chętnie poczytam :). Może tak jest, jakieś przeznaczenie, ale możemy je zmienić :). Pozdrawiam również :*
UsuńJak to się mówi, my też jesteśmy kowalem naszego losu
UsuńPozdrawiam serdecznie z moich zielonych opowieści
Częściowo tak :)
UsuńOoooo kurcze Roksi to jakby temat z mojej magisterki. Właśnie pisałam o dziełach trzech największych tragików greckich. Moja praca była co prawda bardziej ksiegoznawcza zważywszy na charakter studiów, ale w trzech pierwszych rozdziałach musiałam opisać życiorysy tragików a także istotę ich dzieł. Kolejne rozdziały dotyczyły wydawnictw które wydawały tragedie greckie w latach 1945-2009. Musiałam też tworzyć tabele i zestawienia. Boże ile ja się wysiedzialam w Jagiellonce i różnych innych bibliotekach żeby zgromadzić te edycje. Najstarsza Antygona jaką miałam w dłoniach została wydana w 1947 roku. Oczywiście mogłam ją zobaczyć jedynie w postaci mikrofilmu. Były też rozdziały poświęcone tłumaczom, a było ich sporo. Muszę przyznać że z początku byłam przerażona tematem, lecz ostatecznie nie żałowałam. Nikt inny nie chciał podjąć się tej pracy więc promotor zrobił mi prezent 😃 Pozdrawiam najserdeczniej.
OdpowiedzUsuńFaktycznie obszerny i pracochłonny temat. Podziwiam, że się go podjęłaś :). Ale pewnie też sporo z tej pracy wyciągnęłaś. Który tragik grecki najbardziej przypadł Ci do gustu?
UsuńChyba Eurypides bo bardzo nowatorski. Wniósł dużo nowości do tej dziedziny. Opierał się na poprzednikach i jednocześnie modernizował tragedie greckie. Generalnie bardzo mi się podobała jego twórczość..
UsuńChyba muszę się zainteresować <3
Usuń1.Wierzę w przeznaczenie... uważam, że każdy z nas ma zapisany swój los, natomiast nasza wolna wola potrafi czasami skręcić lekko w bok, co nie znaczy, że ściąga nas z właściwej drogi :)
OdpowiedzUsuń2. Największym szczęściem, które podsunął mi los, jest fakt, że na mojej krętej kiedyś drodze stanął mój obecny mąż. To było "coś" niezwykłego, choć trudno to nazwać "cosiem" :)
3. Miałam te lektury w szkole, ale nie wspominam tego najmilej... chyba jeszcze wtedy do tego nie dorosłam.
4. Chętnie wróciłabym do Mitologii, bo czytanie jej wspominam, jako coś niesamowicie fascynującego :)
Z całego zestawienia najmilej się wraca do mitologii :)
UsuńTy i Twój mąż to musiało być po prostu przeznaczenie <3
Antygonę moja ulubiona a zarazem tragiczna lektura . Możemy przejmować tym na co mamy wpływ. Bo na inne choćbyśmy stanęli na głowie to nic nie zmieni jak taki ma być nasz los
OdpowiedzUsuńDokładnie na niektóre rzeczy mamy wpływ i na nich powinniśmy się skupić, a los mieć nadzieję, że koniec końców prowadzi nas do czegoś dobrego, nawet jeśli na początku tego nie widać :)
UsuńW końcu pojawi się słońce nawet po najgorszym momencie
Usuń<3
UsuńZnam dobrze obie lektury, a Antygonę pamiętam także z teatru tv.
OdpowiedzUsuńSpektakl, o którym wspomniałam w poście? :)
UsuńZawsze uwielbiałam mitologię i ten jej fatalizm. Myślę, że mocno ukształtowała mój gust lieracki
OdpowiedzUsuńAż się zastanawiam, czy na mnie też to jakiś wpływ miało, bo lubię te motywy w różnych gatunkach
UsuńDużo z nas wierzy w przeznaczenie, to nas łączy ze starożytnymi przodkami
OdpowiedzUsuńA Ty wierzysz? :)
UsuńCzytałam w szkole "Antygonę" i "Króla Edypa" i z tego co pamiętam to nawet nie było źle. Zdarzało mi się wracać do lektur, których nie przeczytałam w szkole. Dopiero po jej ukończeniu przeczytałam "Krzyżaków" czy "Ogniem i mieczem". Dawno właśnie nie czytałam lektur, ale myślę, że na jakąś się zdecyduję. ;)
OdpowiedzUsuńKrzyżaków czytałam, Ogniem i mieczem nie ale mam ochotę sobie nadrobić. Jak i niektóre lektury których nie przerabialiśmy. Niektóre tematyki teraz mnie interesują, o których wcześniej nawet nie myślałam.
UsuńChoć czytałam lektury, to jednak w większości przypadków wolałam książki, po które sięgałam sama z siebie. Co ciekawe, akurat lektury z działu starożytnego mi podpasowały. Pewnie dlatego, że lubię starożytność.
OdpowiedzUsuńJak lektura akurat trafiła w pole zainteresowań to z przyejmnością się czytało a tak to zawsze chętniej się sięgało po coś innego :)
UsuńSzczerze podziwiam Cię, że wróciłaś do akurat tych lektur :)
OdpowiedzUsuń3. Miałam je oczywiście w szkole, ale kiedy zaczęłam czytać i niewiele z tego rozumieć, to przyznam szczerze.. skorzystałam z opracowań i streszczeń. Nie wiem, czy chciałabym do nich wracać, bo wolę lżejsze książki.
4. Chętnie wróciłam do kilku lektur i pewnie sięgnę po następne! "Nad Niemnem" czytało się może trochę mozolnie, ale przyjemnie, wcześniej nie zwróciłam uwagi na tak dobrze napisane portrety psychologiczne bohaterów. "Ludzie bezdomni" - ta książka podobała mi się już w liceum, fajnie było do niej wrócić w dorosłości. Za każdym razem na końcu czytania miałam niedosyt i w głowie dopisywałam dalsze losy bohaterów haha :D
Teraz dopiero mogę niektóre lektury z przyjemnością poczytać. W czasach szkolnych wiele nie rozumiałam, zabierano też pole do interpretacji. Lekkie lektury też lubię. W klimatach książkowych jestem bardzo zmnienna :)
UsuńDo lektur, które wymieniłaś też chętnie wrócę ale najpierw kolejka innych książek :)
"Antygonę" ostatni raz czytałam w szkole, ale poźniej zaliczyłam także spektakl, w którym pojawiłam się na scenie jako członek chóru w Teatrze Polskim. Mitologię mam a półce bo czasami fajnie si do niej wraca. Uwielbiam Antygonę w Nowym Jorku ( ach ten Głowacki, którego zresztą też uwielbiam)
OdpowiedzUsuń1. Czy wierzycie w przeznaczenie? Tak
2. Czy los kiedyś podsunął Wam coś niezwykłego w życiu? I to nie jeden raz
3. Mieliście lekturę Antygony i Króle Edypa? Jak je wspominacie? Tylko Antygonę, Króla Edypa nie i nigdy tej książki nie czytałam.
4. Do której lektury chcielibyście wrócić, a może wróciliście w dorosłym życiu? Wróciłam i wracam - Dzuma Alberta Camus- uwielbiam, mam swój egzemplarz na półce, ponadto bardzo lubię też Chłopów, których mam w planach ponownie przeczytać. Cieplutko pozdrawiam :-)
Antygona w Nowym Yorku jest najciekawszym uwspółcześnieniem :). O Dżumie też myślałam, żeby wrócić. Może na Chłopów też się skuszę :)
UsuńCiekawy zestaw lektur, Roksano. Chętnie przeczytałabym je wszystkie, jednak wybieram Mitologię. Mam "Mitologię Greków i Rzymian" Zygmunta Kubiaka, leży i się kurzy, znajomy robił kiedyś porządek w swojej biblioteczce i mi ją dał. Poza tym zaczęłam " Czerwone i czarne " Stendhala, a w kolejce czeka jeszcze " Granica " Nałkowskiej.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
W kolejce zawsze znajdzie się więcej książek niż starcza nam czasu :). Mitologia to dobry wybór!
UsuńOczywiście że miałem takie lektury ale ich wówczas nienawidziłem i nie pamiętam, żebym jedną stronę przeczytał.
OdpowiedzUsuńTeraz po latach inaczej do tego podchodzę. Z chęcią bym przeczytał Lalkę.
Ja przeczytałam ale mnie męczyły. Teraz o wiele przyjemniej się czytało. Po Lalkę sięgaj śmiało :)
UsuńPowrót do znanych i dobrych lektur jest czasami potrzebny , aby na nowo pomyśleć o wszystkim na nowo. Brawo.
OdpowiedzUsuńDokładnie tak :)
Usuń