Szybka podróż do Australii

Cześć Kochani. Co u Was słychać?

Ostatnio trochę zabiegana jestem, więc dziś przyskoczyłam do Was z bardzo krótkim postem, w którym przedstawię tylko jedną zaległą książkę i jeden film. Za to będzie to bardzo daleka podróż. Pytanie czy udana?

Okładka e-booka "Australia. Ścieżkami snu" Anna Korzeniowska na cztytniku. Kolorowa okładka, słońce i kangury. W tle za czytnikiem krajobraz Australii, droga i samochód.

"Australia. Ścieżkami snu" Anna Korzeniowska 

Sięgnęłam po tę książkę z dwóch powodów. Australia jest dla mnie bardzo odległa, niewiele o niej wiem i ze względów finansowych nie będzie dla mnie osiągalna w najbliższym czasie, możliwe nawet, że nigdy. Czasem mnie przeraża, gdy myślę o jej dzikich i niebezpiecznych aspektach, jednocześnie ma w sobie coś tajemniczego, co mocno przyciąga. 

,,Australia ścieżkami snu" zachęciła mnie tytułem i opisem skupiającym się właśnie na tej duchowej stronie tego odległego dzikiego miejsca. Chciałam poznać wierzenia Aborygenów, życie współczesnych mieszkańców Australii i ich podejście do przyrody, która to tak nieokiełznana i dzika ciągle ich otacza. Przede wszystkim dowiedzieć się jednak jakie ma dla nich religijne i psychologiczne znaczenie. 

Dostałam lekko opisaną relację z podróży autorki. Wspólnie z nią mogłam zwiedzić najciekawsze turystyczne miejsca, poznać trochę historii, zapoznać się z ciekawymi ludźmi. Wszystko to przeplatane przemyśleniami na temat współczesnego świata. 

Uczucia przyznaję szczerze, mam mieszane. Z jednej strony czytało mi się całkiem przyjemnie. Książka to dobry wstęp, by zapoznać się z Australią samą w sobie, zachęcić do podróży rozwiać wątpliwości, ale także uczulić na możliwe niebezpieczeństwa. Mamy rozdziały poświęcone wierzeniom i historii, które są bardzo ciekawe, jednak zostawiają stanowczo za dużo niedosytu. Jest to taki typowy dziennik turystki, która napisze, co ją zachwyciło, na coś innego ponarzeka. Uwzględni swoje przemyślenia, które są owszem ważne, ale nie jakieś mocno odkrywcze. 

Trochę za dużo było tu niepotrzebnych prywatnych ,,przygód", które nie były ani jakoś mocno ciekawe, ani zabawne, więc moim zdaniem po prostu w tej książce zbędne. Autorka wraz z mężem w pośpiechu zalicza różne miejsca. Sama zaznacza, że mieli oni konkretny plan wycieczki i bardzo im zależało, żeby go zrealizować, co jest jak najbardziej zrozumiałe. Jednak przez to poznajemy Australię od strony właśnie turysty, który chce coś zobaczyć, coś tam poznać a książka zapowiadała kogoś, kto chce się w ten "świat snu" i dzikiej przyrody wgłębić. 

Zabrakło mi czegoś, co by wyróżniło tę książkę, więcej rozmów z tubylcami, a nie z innymi turystami. Dłuższego zatrzymania się w jakimś miejscu, poznania go z każdej możliwej strony. Nie nakłaniałabym autorki do jakichś niebezpiecznych przygód, ale prócz narzekania na dłuższe wędrówki, niewygody, czy zobaczenie węża nie działo się nic szczególnego. Mogły to być nawet ciekawe historie zasłyszane od innych ludzi. Wszystkiego jest naprawdę niewiele. Dużo informacji podanych było z innych książek. Same przemyślenia nie ratują, skupiają się na covidzie, o którym już nikt za bardzo myśleć nie chce. Zgadzam się a autorką, że człowiek potrzebuje takiego powrotu do natury. Jednak chyba sama ona widzi, że nie jest to łatwe. Z pewnością nie zaczniemy żyć jak dawnej Aborygeni.

Książka może się spodobać komuś, kto lubi czytać pamiętniki z podróży, lekkie książki, które mogą zainspirować do tego gdzie się wybrać i jak na daną podróż przygotować. W tym wypadku książka sprawdza się znakomicie. Dostałam wydanie niepełne w PDF, nie wiem, jak będzie wyglądać wersja papierowa, ale myślę, że książce również bardzo pomogłyby piękne zdjęcia, które nadałby jej charakter turystycznego przewodnika, pełnego anegdot.


Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.

Plakat filmu Walkabout

Walkabout (1971)

 

Dwójka rodzeństwa będąc świadkiem samobójstwa ojca, zostaje pozostawiona na łaskę losu w australijskim buszu. Kiedy próbują przetrwać i wrócić do domu, spotykają na swojej drodze młodego aborygena.  Film jest piękny, choć nie każdy się w nim odnajdzie. Motyw na początku lekko skojarzył mi siłę z "W pustyni i w puszczy", ale tu przeznaczyłabym go dla starszego widza. Akcja toczy się bardzo powoli. Większą część filmu zajmują kadry przyrody Australii. Nie spodziewajmy się więc dzikich przygód zagubionych dzieci. Jest to jednak piękny film o międzykulturowym kontakcie mimo bariery językowej. Jednocześnie też wzruszający, smutny i pełen ciekawych artystycznych scen. Myślę, że warto się przy nim zatrzymać.

 

Pytanka do Was:

1. Australia jakie jest Wasze pierwsze skojarzenie?

2. Czytujecie książki podróżnicze? Jakie polecacie.

3. Jaki kontynent/kraj/kultura najbardziej Was fascynuje? 

 

Tradycyjnie zachęcam do zapoznania się z moimi książkami oraz zapraszam na Pracownię Kotołaka

Dodatkowo mała informacja. Wasze komentarze nie wyświetlają się od razu, bo włączyłam moderację. Wszystkie Wasze wypowiedzi trafią na bloga, nawet hejt (lubię dyskutować) i mini spam (linki na Wasze blogi, jeśli nie znajdę ich po kliknięciu na profil, mile widziane). Kasowane będą jedynie podejrzanie linki, spamy od botów, które nie odsieją się automatycznie. To tylko w trosce o bezpieczeństwo :). 

Komentarze

Popularne posty