Już parę razy chwaliłam się, że wydałam drugą część "Seksty". Miałam napisać o niej coś więcej, ale podchodziłam do tego jak pies do jeża. Nie lubię pisać o własnych książkach. Nie lubię o nich mówić, brakuje mi słów, kiedy mam opowiedzieć, o czym są. Znacznie łatwiej mi opisywać dzieła innych autorów.
Ostatnio było mnie mniej w sieci, nie wszystkie blogi udało mi się odwiedzić. Ten post miał się pojawić wcześniej — w moje urodziny — i wyglądać trochę inaczej. 22 marca skończyłam 32 lata. W tym miesiącu miałam mało dostępu do internetu. Siedziałam tylko na mobilnym. Praktycznie dalej siedzę. W moim życiu zmieniło się... Wszystko?
Zmiany zapowiadały się od dawna. Właściwie sama powinnam je rozpocząć, zawsze się jednak bałam. Teraz też czułam strach, pomieszany z ulgą, smutek, zmieszany z radością. Chęć do walki zmieszaną z chęcią zniknięcia z tego świata, w którym tak bardzo się nie odnajduję.
Mieliście tak, że jakaś książka wpadła Wam w ręce o odpowiedniej porze? Bez znaczenia, czy było to cudne dzieło literatury światowej, czy nowopowstały debit, coś mało ambitnego i kiepsko napisanego, a jednak... Cała treść, a może tylko przesłanie, jakiś fragment, dialog trafnie określał sytuację, w jakiej się znajdowaliście. Dał podpowiedź, ukojenie, albo po prostu poczucie, że nie jesteśmy sami z takimi problemami, choć to tylko zmyślona książka.
Dziś patrzę inaczej na "Szeptymę", która nie jest doskonała. Moja druga powieść, ale ciągle jestem jak debiutantka. Powstała już dawno, ale wydanie jej rozciągnęło się w czasie. A dopiero teraz kilka miesięcy po jej ukazaniu się zaczęłam sama rozumieć swój własny tekst.
Literatura, filmy, artykuły w internecie, ludzie starają się nam wmawiać, że możemy wszytko. Wystarczy tylko chcieć. Za wszelką cenę powinniśmy się nie poddawać i dążyć do szczęścia. Zawsze mnie to denerwowało. Nie możemy wszystkiego.
Każdy z nas ma swoje ograniczenia fizyczne, psychiczne. Czasem świat nas ogranicza, dość często pieniądze i społeczeństwo, choć momentami mogą być to tylko pozory. Na pewno ogranicza nas czas, dla każdego doba trwa tyle samo. Nie zawsze możemy ją w pełni wykorzystać. Czasem się wypalamy, potrzebujemy regeneracji, a nawet kompletnego odpuszczenia, gdy droga do marzeń nas wyniszcza. Czasem nawet nie zaczniemy, hamuje nas strach, a może po prostu brak wiedzy, od czego zacząć. Historie znanych ludzi pokazują nam, że to wszystko jest do pokonania. Nie o każdym z nas jednak napiszą książkę. Możemy czasem nie dawać rady, ale czy to znaczy, że jesteśmy gorsi? A może po prostu jesteśmy tak naprawdę ludzcy.
Parę razy na blogu wspominałam, że mam fobię społeczną. Do ludzi przyzwyczajam się powoli, nim zacznę z nimi swobodnie rozmawiać. Czuję się nieporadna i oceniana podczas prostych czynności. Nie mogłam przez to znaleźć pracy, zrezygnowałam z możliwości spotkań autorskich i wielu rzeczy, które pewnie sprawiłyby mi radość. Przez to też nie umiałam zmienić niczego w życiu.
Brak szczęścia jednak niszczył mnie od środka. Przez to często krzywdziłam siebie i innych, z czego dumna nie jestem. Wiedziałam, jak można wszystko zmienić, ale nie potrafiłam. Potrzebowałam "czegoś" co mnie do tego zmusi.
Zamiast pisać o książce, znów wyjechałam z prywatą. Możliwe, że nadal nie będzie mnie za dużo na blogach. Zobaczymy, jak się ułoży. Z wyjazdów zaplanowanych musiałam zrezygnować. Jednak wcale mnie to nie martwi. Mój świat był ruiną, która w końcu się posypała, ale nie martwcie się o mnie. Jestem szczęśliwa, budując ją na nowo. Nie jestem w tym sama.
Każdy znajdzie wsparcie jeśli tylko się rozejrzy. Nie musimy być idealni i zawsze sobie radzić. Możemy, zamiast tego otworzyć serce. Czasem dostaniemy i za to po tyłku, ale jeśli będziemy odpowiednio cierpliwi, zobaczymy, że opłaca się to jak nic innego. Wtedy łatwiej jest próbować, po prostu próbować, wybaczając sobie błędy.
Zainteresowanych zapraszam po informacje do zakładki SEKSTA I SZEPTYMA. Zapraszam także na Pracowanię Kotołaka.